Od jakiegos czasu chodzi mi po glowie pomysl pozytywnego kreowania wizerunku Polski. Stad ten blog. Postaram sie publikowac pozytywne informacje o Polsce. W jakim celu to robie?Pragne zwyczajnie pokazac, ze fajny z nas narod i mamy calkiem sporo powodow do dumy. Oczywiscie zachecam do wspoltworzenia "Polandii"
Kategorie: Wszystkie | Chwalmy sie | Polecam
RSS
niedziela, 11 marca 2007
Polska w CNN

Polskie MSZ rozpoczeło kolejną już kampanię promocyjną. Od początku marca na antenie CNN emitowane są krótkie filmy reklamujące polską turystykę.

Moim zdaniem reklama jest całkiem niezła ale ma kilka niedociągnięć:

=>pojawia się za dużo wątków

=>brakuje jednej przewodniej myśli, która przekona do przyjazdu do Polski

=>reklama nie wyróżnia Polski spośród innych państw

Ciekawa jestem Waszej opinii.

tutaj można ściągnąć reklamę: POLSKA W CNN

Wróciłam już na dobre do pisania wiec możecie się spodziewać regularnej dawki pozytywnego spojrzenia na nasz kraj.Pozdrawiam i zycze milego niedzieli / Travellerka /

16:17, travellerka
Link Komentarze (5) »
piątek, 25 sierpnia 2006
Polska pomoc dla świata
wyczytane w RZeczpospolitej: Pierwszy raz Polska przekaże na ten cel tak duże pieniądze. Z 85 milionów złotych 30 milionów wykorzystają organizacje pozarządowe. - Właśnie zaczynamy je informować o wynikach rozpisanego w czerwcu konkursu i przyznanych im przez ministerstwo grantach - powiedział podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rafał Wiśniewski. - Na szeroko rozumiany Wschód przeznaczymy około 70 procent środków - powiedział wiceminister Wiśniewski. - Polska leży tu, gdzie leży. Mamy taką, a nie inną historię. To oczywiste, że skupiamy się na Wschodzie. UE doskonale zdaje sobie sprawę, że to jest naszą specjalnością - podkreślił. Nie tylko polskie władze, ale również organizacje pozarządowemają znacznie większe doświadczenie w pracy za naszą wschodnią granicą niż na przykład w Afryce. Dlatego na szczycie listy beneficjentów polskiej pomocy znalazły się Ukraina (7 mln zł) oraz Białoruś (5 mln). Nie zapomniano jednak o Autonomii Palestyńskiej czy Angoli. - Pracę komisji MSZ, która rozpatrywała wnioski organizacji pozarządowych, oceniam bardzo wysoko. Jednak konkurs został ogłoszony zbyt późno i mamy niewiele czasu na zrealizowanie projektów - oceniła Justyna Janiszewska, szefowa Grupy Zagranicznej, która zrzesza kilkadziesiąt polskich organizacji pozarządowych. Demokratyzacja, budowa infrastruktury, walka z ubóstwem - polski rząd zgodził się na wydanie kilkudziesięciu milionów złotych na pomoc międzynarodową Polska ufundowała między innymi stypendia dla studentów z Białorusi Nastąpi wymiana uczniów z 14 polskich i 14 ukraińskich szkół. Młodzi ludzie będą się nawzajem odwiedzać oraz dyskutować na temat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Przełamywać stereotypy i wzajemne uprzedzenia. Programem zostanie objętych 6,5 tysiąca osób. To jedna z wielu inicjatyw, którą sfinansuje polski rząd. Po trwającym kilka miesięcy konkursie wreszcie zakończony został proces przyznawania grantów organizacjom pozarządowym. Mogą one wydać na całym świecie 30 milionów złotych. - To ponad trzy razy więcej niż rok temu. To był największy tego typu konkurs w historii polskiej administracji - podkreśla podsekretarz stanu w MSZ Rafał Wiśniewski. Na polską pomoc mogą liczyć mieszkańcy Ukrainy (7 mln złotych),Białorusi (5 mln), Mołdawii (2,4 mln), Rosji (1,5 mln), państw bałkańskich (1,5 mln), Iraku (ponad 1,1 mln), Afganistanu (900 tys.), Gruzji (500 tys.), Azji Środkowej i południowego Kaukazu (500 tys.), Autonomii Palestyńskiej (450 tys.) oraz Angoli (400 tys.). Osobno polskie organizacje pozarządowe otrzymały pieniądze na realizację kilku innych projektów, między innymi w ramach współpracy polsko-kanadyjskiej oraz wsparcia niezależnych mediów na Białorusi. Polski rząd rozszerzył w tym roku zakres konkursu. Oprócz tzw. pomocy rozwojowej przyjmowano projekty dotyczące wsparcia dla demokracji i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Dzięki temu możliwe stało się sfinansowanie wielu ważnych przedsięwzięć u naszych wschodnich sąsiadów. Resztę z 85 milionów złotych wydadzą agendy rządowe. Część środków z tej puli już przekazana została na pomoc zniszczonemu przez wojnę Libanowi. Przedstawiciele MSZ podkreślają jednak, że pieniądze te stanowią zaledwie 8 - 10 proc. ogólnej sumy, jaką na pomoc międzynarodową przeznacza Polska. - Wydajemy na nią miliard złotych. Większość jednak za pośrednictwem składki do budżetu UE na pomoc rozwojową (pieniądze te trafiają przede wszystkim do krajów Trzeciego Świata) oraz poprzez umarzanie długów - podkreślił wiceminister Wiśniewski. Przedstawiciele polskich organizacji pozarządowych (NGO) są zadowoleni z tego, w jaki sposób MSZ rozdzieliło pieniądze i przeprowadziło konkurs. Problem jedynie w tym, że zrobiło to za późno. - Nawet jeżeli szybko podpiszemy umowy i dostaniemy pieniądze, będziemy mieli zaledwie trzy i pół miesiąca na ich wydanie - podkreśliła Justyna Janiszewska z Grupy Zagranicznej, która zrzesza kilkadziesiąt polskich NGO. Projekty muszą bowiem być zrealizowane do końca roku. Ministerstwo przyznaje, że konkurs powinien zostać rozpisany wcześniej. Takie są jednak obowiązujące obecnie w Polsce przepisy. - Miejmy nadzieję, że w następnych latach uda się to zmienić i wszystkie procedury będą usprawnione i dostosowane do obecnych wymogów - powiedział Rafał Wiśniewski. Szczególnie że MSZ ma wielkie plany. Suma 85 milionów złotych przekazywana bezpośrednio z polskiego budżetu będzie stale rosnąć. - Zgodnie z naszymi zobowiązaniami międzynarodowymi za kilka lat będziemy wydawać na ten cel kilkaset milionów - oświadczył wiceszef resortu dyplomacji. Pozwoli to na realizowanie dalekosiężnych przedsięwzięć (przy obecnych rozwiązaniach prawnych projekty pomocowe mogą trwać tylko rok). Przedstawiciele MSZ podkreślają, że Polacy, zarówno rząd, jak i organizacje pozarządowe, dopiero nabierają doświadczenia w niesieniu pomocy międzynarodowej.
08:51, travellerka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
poza krajem

niestety ze wzgledu na moj sluzbowy wyjazd nie moge wrzucac nowych komentarzy.

Pozytywne jest jednak to, ze mimo wszystko fajnie jest byc Polakiem. Mimo stereotypow, mimo dziwnych sytuacji, mimo wredniakow i nieudolnych politykow. do napisania

19:13, travellerka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 sierpnia 2006
złoto, kraków i mroki średniowiecza

Nawiązując do Jurka Owsiaka nie tylko "będzie się działo" ale juz dzisiaj "oj działo się"!

O Polsce było słychac w Budapeszcie podczas pływackich mistrzostw Europy. Dwa złote medale (Korzeniowskiego i Kuczko) robia wrażenie.

Ponadto Kraków znalazł się na piątym miejscu listy dziesięciu najbardziej atrakcyjnych miast Europy w tegorocznym plebiscycie prestiżowego miesięcznika "Travel + Leisure".  Na pierwszych miejscach tegorocznej listy znajdują się: Florencja, Rzym, Wenecja i Istambuł. Za Krakowem uplasowały się kolejno: Paryż, Praga, Siena, Sewilla, Barcelona. Listę World's Best Cities ustalają podróżujący po świecie czytelnicy pisma. Liczba czytelników pisma szacowana jest na 4,5 mln miesięcznie.

Ponieważ mam zamiar pisać w pozytywnym duchu nie wspomną o apelu Przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy do polskiego prezydenta o rezygnację z pomysłu przywrócenia w Polsce kary śmierci. Nie będę pisała o "mrokach sredniowiecza" itp. NIe dzisiaj.

20:30, travellerka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 31 lipca 2006
Blizniaki wizytówką Polski

Redakcja "Wprost" wpadła na genialny pomysł wykorzystania wizerunku J.L. Kaczyńskich w promocji kraju. Na zamówienie tygodnika powstały projekty billboardów promujacych nasz kraj.

We Francji powinny się pojawić plakaty nawiązujące do republikńskiej zasady: "Liberte, egalite, fraternite" , gdzie fraternite (braterstwo) byłoby głównym elementem reklamy. W Wielkiej Brytanii natomiast zdjęcie naszych "pierwszych" bliżniaków opatrzone mogłoby być hasłem : Double invitation to Poland. Kolejny pomysł, to zdjęcie małych chłopców, którzy rozmawiaja ze sobą w ten sposób:"When I grow up I will be a prime minister" (Kiedy dorosnę zostanę premierem), brat odpowiada: "Ok, so I will consider the presidency" (ok, czyli ja rozważę prezydenturę).Historyjkę podsumowuje hasło: Two more reasons to visit Poland.

Dziennikarze (Jerzy Marek Nowakowski, Dominika Ćosić, Piotr Cywiński) przekonują, ze negatywną popularność naszego premiera i prezydenta mozna umiejętnie zmienić w pozytywny stosunek do naszych polityków. Należy wykorzystać fakt, że o Kaczyńskich mowi się duzo i w wielu krajach. Gorzej nie może być...wiec moze warto zaryzykowac?

Wszystkich zainteresowanych namawiam do obejrzenia projektów billboardów w najnowszym numerze Wprostu. NIe mam niestety wersji elektronicznej.

22:12, travellerka , Chwalmy sie
Link Komentarze (1) »
Wizerunek Polski pod ochroną

I doczekalismy się specjalnego urzędu ds. ochrony i promocji wizerunku Polski w świecie. Jak podaje GW: pracę nad nowym urzędem przyspieszyła afera po nazwaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego kartoflem przez satyryka "tageszeitung": "Część naszych rozmówców w gmachu na Szucha (siedziba MSZ) mówi wręcz, że "pomysł narodził się w skurczach gniewu po tej aferze"."

Kto będzie pełnomocnikiem? Nazwisko znają ponoć najwyższe osoby w państwie i kilka w MSZ. Rzecznik MSZ Andrzej Sadoś mówi nam, że jest to osoba znana i z autorytetem, ale nie chce ujawniać personaliów.

Prezydent i premier zdają sobie sprawę, że Polska nie miała tak złej prasy od czasu upadku komunizmu. Bracia Kaczyńscy winią jednak za ten stan rzeczy polskie elity i media, które ich zdaniem fałszują obraz sytuacji politycznej w kraju. Dlatego też - zdaniem naszych źródeł - pełnomocnik MSZ od wizerunku zajmie się monitorowaniem nie tylko zagranicznych, ale i polskich mediów.

Pełnomocnik nie będzie się zajmował natychmiastowym reagowaniem na krytyczne czy kłamliwe artykuły w zachodniej prasie. To nadal mają robić ambasadorzy czy rzecznik MSZ. Jeśli więc np. w jakimś kraju ukaże się cykl publikacji dotyczących np. nacjonalizmu w Polsce, pełnomocnik zdecyduje, czy trzeba tam organizować seminaria wyjaśniające polskie stanowisko, czy też może wystarczą publikacje prasowe przekonujące, że nacjonalizmu nie ma.

Np. wyzwaniem dla pełnomocnika mogą być krytyczne wobec Polaków amerykańskie reakcje po publikacji najnowszej książki Jana T. Grossa "Fear" o polskim antysemityzmie tuż po wojnie. Niedawno kampanię PR-owską w tej sprawie zaproponowała naszemu konsulatowi w USA znana amerykańska firma public relations. Rządu nie będzie raczej stać na jej usługi.

Pomysł z promocją Polski nie jest nowy. Pełnomocnik i jego biuro (mają zasiadać w nim spece od public relations) będzie zajmowało się tym, co różne komórki MSZ robiły do tej pory - np. organizowaniem wizyt studyjnych amerykańskich Żydów w Polsce czy korespondentów zachodnich gazet. Nowością jest skupienie wszystkiego w jednym ręku i położenie nacisku na ochronę wizerunku.

- W wydaniu PiS powstanie biuro propagandy jak za czasów PZPR - mówi nam jeden z byłych polskich dyplomatów.

Eksperci przyznają, że aby dobrze promować kraj, nie wystarczy powołać pełnomocnika. Trzeba mieć pomysły, spore pieniądze. Niezbędnym warunkiem dobrego wizerunku jest dobra polityka rządu.

- Nie powiem, że jakiś urząd jest niepotrzebny, dopóki nie poznam jego szczegółowych założeń - mówi nam b. minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski. - Sam jednak bym takiego urzędu nie powoływał - dodaje.

Bartoszewski, który ze swym doświadczeniem i autorytetem w Niemczech, i nie tylko, byłby idealnym kandydatem, przyznał, że "nikt nie konsultował się z nim w tej sprawie". Były szef dyplomacji zastrzegł, że w minionych latach wizerunek Polski na świecie był dobry i jeżeli teraz tak nie jest, "to trzeba się najpierw zastanowić, dlaczego tak się dzieje". Zdaniem Bartoszewskiego wizerunkowi Polski szkodzi najbardziej "głupota i ignorancja". Odmówił jednak sprecyzowania gdzie."

W zasadzie powinnam teraz napisać hymn pochwalny na cześć rządu i pomysłodoawców nowego, centralnego biura. Wielokrotnie pisalam o potrzebie stworzenia profesjonalej agencji zajmujacej się PROMOCJĄ Polski. Ale pomysł PIS-u ma chyba niewiele wspólnego z działaniami promocyjnymi. Ma być raczej instytucja, która STOI NA STRAZY...czyli broni, ochrania. Zatem nie jest to pomysł na aktywne działanie, wyprzedzanie zdarzeń, prowokowanie pozytywnych wydarzeń a jedynie zachowawczy twór kontrolny. Dlatego jako promotorka-amatorka czuję niedosyt. I nadal czekam na Agencję Promocji z prawdziwego zdarzenia.

11:03, travellerka
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 lipca 2006
produkty "Made in Poland" dla latających
Na pomysł stworzenia na lotniskach sieci stoisk z produktami kojarzącymi się z naszym krajem wpadła Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego.

- Obserwujemy olbrzymie zainteresowanie zagranicznych turystów polskimi przysmakami i jednocześnie zdziwienie, że są dla nich tak trudno dostępne w Polsce. Po prostu nie wiedzą, gdzie można kupić oscypek czy salceson wiejski. Dlatego chcemy postawić na każdym lotnisku kiosk regionalny, w którym turyści będą mogli kupować nasze oryginalne produkty - mówi Kazimierz Czekaj, członek rady Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.

Oferta będzie bogata. Na stoiska trafią między innymi: kiełbasa lisiecka, andruty kaliskie, sękacze podlaskie, sery korycińskie, oscypki, sery kozie, powidła krzeszowskie, korniszony, grzyby marynowane, miody pitne, szynka wiejska, salceson wiejski pilzneński, kiszka kaszana dukielska, chleb prądnicki czy śliwowica łącka.

Projekt zakłada, że asortyment byłby zróżnicowany w zależności od położenia lotniska.

- A więc w podkrakowskich Balicach będzie można kupić przede wszystkim produkty kojarzące się z naszym regionem: oscypki, kiełbasę lisiecką czy śliwowicę łącką - wylicza Czekaj. - Ale już w Gdańsku śliwowicę zastąpiłby likier Goldwasser.

Pierwszy taki stragan ma stanąć właśnie w Balicach.

- Stoisko zamierzamy ustawić jeszcze tej jesieni, po remoncie lotniska - dodaje Kazimierz Czekaj. - Zaczęliśmy już prace studyjne nad wystrojem kiosku. Jeśli pomysł się sprawdzi, to takie stoiska w przyszłym roku staną na wszystkich polskich lotniskach.

Koszt ustawienia straganów mieliby opłacić wytwórcy produktów regionalnych, wspierani przez poszczególne wojewódzkie agencje rozwoju regionalnego.

Produkty regionalne na pokłady swoich samolotów chcą także wprowadzić polskie tanie linie lotnicze Centralwings.

- Rzeczywiście zagraniczni turyści są bardzo zainteresowani polskimi wyrobami, często pytają, gdzie je można kupić - przyznaje Piotr Puchalski z Centralwings. - Dlatego planujemy sprzedawać takie produkty również w samolotach. Przysmak regionalny może być idealnym prezentem z podróży do Polski. Puchalski ma nadzieję, że kupcy znajdą się też wśród Polaków, którzy dopiero w na pokładzie przypomną sobie, że trzeba by podarować rodakom za granicą coś swojskiego.
MOim zdaniem pomysł jest świetny. Aż dziw bierze, że dopiero teraz ktoś za to się zabrał.
15:54, travellerka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 lipca 2006
Polska- mocarstwem regionalnym?

Na łamach dzisiejszej Rzeczpospolitej pojawiła się ciekawa analiza. Postawiono pytanie czy Polska ma szanse stać się mocarstwem regionalnym. Jestem przekonana, ze mamy wiele atutów i naturalnych cech takiego regionalnego mocarstwa. Ale politycy zdają się nie dostrzegać potencjału, a może nie chce im sie angażować w budowę takie mocarstwa?

"Gdy upadał komunizm, Polska miała swoje pięć minut, a inne kraje regionu bardzo szybko poszły jej śladem. Od tego czasu wiele się zmieniło

Był czas, gdy mniejsze państwa Europy Środkowo-Wschodniej liczyły na poparcie Polski w uzyskaniu członkostwa w UE i w NATO. Podczas wizyt w Warszawie prezydenci i premierzy krajów naszego regionu podkreślali, jak ważne są dla nich doświadczenia Polaków. Teraz Polska nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału - takie głosy słychać u naszych bliższych i dalszych sąsiadów.

Polskie przywództwo byłoby mile widziane na Litwie. Na razie Polska sprawia tu jednak wrażenie kraju, który bardziej interesuje się problemami polskiej mniejszości niż dialogiem z samymi Litwinami.

Cieniem na naszych stosunkach kładą się też dwa główne nierozwiązane problemy: budowa mostu energetycznego i trasy Via Baltica co zdaniem Litwinów blokuje Polska.

- Z jednej strony wśród litewskich elit politycznych i intelektualnych daje się odczuć pozytywny stosunek do Polski, ale z drugiej są one zawiedzione polityką Warszawy. Jej pasywność jest zadziwiająca. Polska prawie nie walczy o rozszerzenie swych wpływów w naszym regionie. Dlatego wasz kraj jest mało zauważalny na Litwie - ocenia nas jeden z czołowych litewskich politologów Vytautas Radžvilas.

Litwini podkreślają, że Polska nie jest regionalnym mocarstwem wyłącznie z własnej winy. Dużo mówi, ale mało działa.

- Polska ma potencjał aby stać się mocarstwem regionalnym i Litwie zależałoby, aby tak się stało. Dla naszego kraju droga do Europy wiedzie właśnie przez Polskę. Kto jest temu winny? Polscy politycy - mówi jeden z najbardziej wpływowych litewskich polityków, przewodniczący sejmowego komitetu ds. polityki zagranicznej, socjaldemokrata profesor Justinas Karosas.

Litewskie elity polityczne tylko czekają, by Warszawa stała się swoistym centrum, wokół którego jednoczyłyby się państwa całego regionu. - Wobec procesów zachodzących za naszymi wschodnimi granicami jest bardzo ważne, aby powstał blok państw z Polską w centrum, którego głos byłby wyraźnie słyszalny zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli. Litwa na pewno poparłaby taki wysiłek Polski - mówi Radžvilas.

Również pozostałe państwa bałtyckie dostrzegają ogromny potencjał Polski, ale przyznają, że jest on niewykorzystany. - Dotychczas Polska, która jest znaczącym krajem w regionie, nie pokazała, na co ją stać - ocenia Ojars Kalnins, dyrektor Instytutu Łotewskiego.

Dla małej Łotwy i Estonii, które razem mają niewiele ponad cztery miliony mieszkańców, Polska jawi się niczym gigant. Ale co z tego, skoro w ogóle w obu krajach nie jest znana? Mało kto wie, jak np. nazywa się obecny prezydent. Łotysze i Estończycy przyznają jedynie, że bardzo cenią sobie dotychczasową polską politykę historyczną, zwłaszcza jeśli chodzi o Rosję i o drugą wojnę światową. Poza tym niewiele ich z Polską łączy.

- Śledziliśmy zmiany demokratyczne zachodzące w Polsce, docenialiśmy wsparcie, jakie Polska dawała przed wejściem do Unii Europejskiej i NATO, ale teraz wasz kraj stracił na znaczeniu. Na liście nowych członków UE Polska plasuje się raczej na samym dole - ocenia Anders Kasekamp z estońskiego Instytutu Studiów Bałtyckich w Tallinie. Kto jest dziś numerem jeden w regionie? - Chyba Litwa - mówi po chwili zastanowienia.

Rejon Morza Bałtyckiego to obszar przez Polskę zaniedbany. Zdaniem politologa Marka Cichockiego z Centrum Europejskiego w Natolinie Polska szybko powinna się nim zainteresować. - Współpraca z państwami bałtyckimi i skandynawskimi jest nawet ważniejsza niż Trójkąt Weimarski czy Grupa Wyszehradzka. Jest ważna ze względu na naszą politykę wschodnią, szczególnie wobec Rosji - uważa.

- Nie piszcie o nas jak o chuliganach zza ściany. Nie chcemy, by Europadzieliła się na obywateli pierwszej i drugiej kategorii - prosił słowackich dziennikarzy ambasador RP w Bratysławie Zenon Kosiniak-Kamysz, gdy słowacka telewizja publiczna nadała reportaż o tym, że obierki z polskich kartofli zainfekują przydomowe ogródki w Słowacji.

Słowackie media nie przełamują stereotypów o Polsce. Dlatego Słowacy patrzą na nas jak na daleki, nieco agresywny kraj, który chciałby dyktować zasady polityki w Europie Środkowo-Wschodniej. - Polacy mącą - powtarzają. Bratysława nie rozumie naszych aspiracji w polityce zagranicznej i krzywym okiem patrzy na "huzarskie poczynania Polaków", którzy drażnią Rosjan, zadzierają nosa i o coś się upominają.

Tymczasem Słowacja chce m.in. prowadzić własną politykę prorosyjską. - My nie mieliśmy Katynia, nasze stosunki z Rosją nie są tak obciążone historycznie jak wasze. Możemy zatem odgrywać rolę mostu w europejsko-rosyjskim dialogu - uważa lider chadecji, były premier Jan Czarnogurski.

Węgrzy darzą nas większą sympatią. Trudno zresztą znaleźć dwa podobne kraje w Europie, które przez niemal tysiąc lat miały wspólną granicę, mało konfliktów zbrojnych, a tak dużo wspólnych królów, szlachtę. Ale dla młodego pokolenia przestaje to mieć znaczenie.

- Nasza polityka była i zawsze będzie inna. Nasze priorytety to obawy o los węgierskiej mniejszości narodowej w sąsiednich krajach, resentymenty do monarchii austro-węgierskiej, ekspansja gospodarcza na Bałkanach - mówi politolog Csaba Kiss.

Również Czechy nie czerpią z Polski żadnych wzorów. Nie zawsze nas też rozumieją, zwłaszcza polskiego zaangażowania w sprawy Kościoła katolickiego. Dla kraju, w którym aborcja jest legalna, a małżeństwa homoseksualne możliwe Polska to egzotyka.

Ale - chyba jako jedyni - bardzo interesują się tym, co się w naszym kraju dzieje i otwarcie mówią, że jesteśmy najważniejszym państwem w regionie. Czechy na każdym kroku zwracają uwagę, co Polska zrobi lub powie w danej sprawie. Gdy prezydent Lech Kaczyński przepraszał Ukraińców za zbrodnie Polaków popełnione w Pawłokomie, w jednej z gazet pojawił się komentarz: "Polacy potrafią się zachować. Dlaczego nie my?".

- Polska jest ważnym krajem ze względu na swoją wielkość i położenie między Rosją a Niemcami, a jej polityka ma wpływ na region Europy Środkowo-Wschodniej - zapewnia Alexandr Vondra, były ambasador Czech w USA. Podoba mu się nasza aktywna polityka wschodnia i głośne odważne upominanie się o swoje interesy.

To jednak od tego upominania - jak twierdzi Janusz Onyszkiewicz, eurodeputowany Partii Demokratycznej - rozpoczęła się zła passa dla Polski. A szczególnie od słynnego hasła "Nicea albo śmierć", gdy nikt nie poparł polskiego stanowiska. - Dzisiaj jesteśmy w sytuacji dramatycznego osamotnienia w Unii Europejskiej - uważa. Dlaczego? - Z pewną arogancją uważaliśmy, że w sposób naturalny będziemy liderem w regionie. Zaniedbaliśmy bliską współpracę z innymi krajami, przestaliśmy słuchać tego, co mają do powiedzenia - dodaje Onyszkiewicz.

Ale nie zawsze tak było. Państwa byłego bloku wschodniego kiedyś z uwagą śledziły wydarzenia w Polsce. Bez naszego kraju trudno byłoby sobie wyobrazić rozszerzenie UE i NATO. - W latach 1989 - 1990 chyba pierwszy raz w historii w sposób bardzo wyraźny Polska odegrała ważną rolę, dokonując pokojowych przeobrażeń, bezkrwawej rewolucji i obalenia systemu komunistycznego - przypomina prof. Władysław Bartoszewski.

Nie da się ukryć, że rola Polski w regionie zmieniła się od tego czasu. - Wtedy był czas rewolucji, a Polska była swego rodzaju natchnieniem i przykuwała uwagę. Teraz jest normalna rzeczywistość- podsumowuje Andrzej Krawczyk, doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw międzynarodowych. Jego zdaniem to nieprawda, że Polska ostatnio nic nie robiła, by utrzymać swoją pozycję. - Nasze zaangażowanie na Ukrainie, na Białorusi, wyciąganie ręki do Litwy. Po tylu latach uprzedzenia Litwinów czy Ukraińców wobec Polski w dużej mierze upadły. Jesteśmy darzeni respektem jako duży, znaczący kraj - podkreśla.

Znaczenie Polski dostrzegają głównie państwa, które są jeszcze poza UE. Rumunia i Bułgaria, choć wejdą do Unii w 2007 roku, nadal patrzą w kierunku Polski i doceniają jej wsparcie. - Tak, Polska jest potęgą w regionie, jednym z najważniejszych krajów - mówi bez zastanowienia Oana Macanu, ekspert ds. europejskich w Instytucie Europejskim w Bukareszcie. Od razu zaznacza jednak, że przeciętny Rumun niewiele wie o Polsce.

Podobnie Bułgar. Czasy, gdy mieszkańcy Bułgarii uczyli się polskiego, by czytać to, czego w ich kraju nie wydawano, dawno poszły w zapomnienie. Dziś z mediów wyłania się obraz Polski jako kraju dwóch braci bliźniaków, silnego Kościoła katolickiego, homofobii, eurosceptycyzmu, polityków twardo negocjujących z UE i stawiających się Rosji.

To, że Polska zaangażowała się w pomarańczową rewolucję na Ukrainie, zauważyli wszyscy w Europie. - Byliście wielcy, to była bardzo dobra robota - ocenia Andres Kasekamp z estońskiego Instytutu Studiów Bałtyckich w Tallinie.

Wydarzenia sprzed dwóch lat dobrze pamiętają szczególnie młodzi Ukraińcy. - Dla nas Polska jest dobrym drogowskazem w kierunku struktur europejskich. Chcemy korzystać z jej doświadczenia, które otrzymała, wchodząc do NATO i UE. A polska gospodarcza "terapia szokowa" podczas wdrażania reform byłaby bardzo przydatna dla naszej gospodarki - tłumaczy jeden z redaktorów ukraińskiego radia publicznego Wasyl Byrzuł. Wtóruje mu Bogdan Ołeksiuk, ekspert Kijowskiego Instytutu Polityki Otwartej: - Polska robi dla nas więcej niż inne państwa europejskie. Lobbuje na rzecz naszych interesów w Brukseli i stanowi dobrą przeciwwagę dla Rosji.

Wielu analityków twierdzi jednak, że postrzeganie Polski na Ukrainie może się zmienić. Wszystko przez kampanię antynatowską i antyzachodnią, którą prorosyjskie siły prowadzą na wschodzie i południu kraju.

Pomarańczowa rewolucja miała jeszcze inny wpływ. Dzięki niej znaczenie Polski jako poważnego gracza w Europie Środkowej i Wschodniej dostrzegły władze w Mińsku. Najbardziej spektakularnym tego przejawem stało się odkurzanie przez białoruską propagandę mitów o rzekomych planach utworzenia przez nasz kraj strefy wpływów w granicach Drugiej Rzeczypospolitej.

Państwa satelitarne - którymi według tej teorii już jest Litwa, a w wyniku inspirowanych z Warszawy kolorowych rewolucji mają się stać także Ukraina oraz Białoruś - utworzyłyby tzw. kordon sanitarny między Polską a Rosją. Polska nie odgrywa jednak w tej grze samodzielnej roli, gdyż jest za słaba, aby narzucać kierunki polityki wschodniej całej Unii Europejskiej. Swoją wschodnią ekspansję prowadzi tylko i wyłącznie dzięki wsparciu światowego żandarma, którym są Stany Zjednoczone.

Jednym z najbardziej zauważalnych skutków takiego postrzegania przez władze białoruskie roli Polski w regionie stały się dramatyczne wydarzenia wokół Związku Polaków na Białorusi. - Dla sowieckiego Białorusina Polak to wieśniak. Białoruś była przecież jednym z kluczowych centrów wielkiego imperium, które skolonizowało nie tylko połowę kuli ziemskiej, ale także kosmos. Polska i Polacy to dla Białorusinów sprawy mało istotne - mówi białoruski intelektualista Walancin Akudowicz. Jego zdaniem postrzeganie Polski przez zwykłych Białorusinów jest w dużej mierze zniekształcone przez oficjalną propagandę.

Pojawiają się głosy, że Polska powinna walczyć o swoją pozycję. - Jeśli my tej szansy nie wykorzystamy, będą inni, którzy zrobią to za nas. Niestety, są państwa, które chętnie odgrywałyby rolę mocarstwa. Przynajmniej jedno, które przez kilkadziesiąt lat było już poważnym zagrożeniem dla Europy i świata. To może być ostatni dzwonek alarmowy i pobudka do mądrzejszego myślenia Polaków - ostrzega profesor Bartoszewski.

Co powinniśmy zrobić? - Polska powinna pytać państwa regionu o zdanie i się z nimi konsultować. Już teraz pyta w najbardziej kluczowych sprawach, ale trzeba to pogłębiać. A wtedy naturalnym punktem ciążenia będzie Warszawa - uważa eurodeputowany PiS Konrad Szymański. Marek Cichocki ma jeszcze jeden pomysł: - Trzeba zmodernizować polską dyplomację, odnowić kadry i zdecydowanie podwyższyć ich profesjonalizm. Dziś najlepszą strategią działania jest nicnierobienie".

09:51, travellerka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 20 lipca 2006
Zdjęcia Polski

Polecam zdjęcia Polski okiem cudzoziemców na stronie http://www.polpics.com/

Szkoda, ze takich zdjęc nie zmaieszcza prasa zagraniczne. Nadal pokutuje obrazek chlopa na roli w asyście konia.

12:40, travellerka
Link Komentarze (1) »
Straszne blizniaki?

I znowu powiało grozą. Tym razem za sprawą artykułu Roger`a Boyes "'Terrible twins' take power and declare war against EU liberals" zamieszczonego w The Times. Pelen tekst artykułu

Zgodzę się, że "rządy bliźniaków" wzbudzają kontrowersje. Ale chyba rację ma Jarosław twierdząc, że na negatywny wizerunek Polski ma również wpływ absurdalna atmosfera krytykanctwa wszystkiego co zrobią Kaczyńscy. Dziennikarze zagraniczni czerpią swoją wiedzę z ...polskiej prasy, cytują polskich komentatorów i powielają ten punkt widzenia. Zagraniczni dziennikarze słabo orientuja się w niuansach i odcieniach polskiej polityki.przemówieniu).

12:06, travellerka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
travellerka@gazeta.pl